Wspomnienie o mjr. Kazimierzu Szoslandzie. Zapowiedź cyklu „Znani(Nie)Zapomniani”.

Z ogromnym zainteresowaniem przyjęli Państwo wzmiankę na naszym portalu dotyczącą dworu w Radoniach, zachęcającą do odwiedzenie i poznania tego obiektu, w ramach aktywnie spędzanego czasu np. wycieczki rowerowej. Okazało się, że z dworem związana jest historia życia mjr. Kazimierza Szoslanda, reprezentanta Polski w skokach konnych przez przeszkody, dwukrotnego uczestnika Igrzysk Olimpijskich (srebrny medal w Amsterdamie w 1928 r.) i rekordzisty pod względem startów w Pucharze Narodów (27 startów, w tym 9 zwycięstw). […]

Z ogromnym zainteresowaniem przyjęli Państwo wzmiankę na naszym portalu dotyczącą dworu w Radoniach, zachęcającą do odwiedzenie i poznania tego obiektu, w ramach aktywnie spędzanego czasu np. wycieczki rowerowej. Okazało się, że z dworem związana jest historia życia mjr. Kazimierza Szoslanda, reprezentanta Polski w skokach konnych przez przeszkody, dwukrotnego uczestnika Igrzysk Olimpijskich (srebrny medal w Amsterdamie w 1928 r.) i rekordzisty pod względem startów w Pucharze Narodów (27 startów, w tym 9 zwycięstw).

Dzięki uprzejmości p. Beaty Korzeniowskiej-Matraszek, obecnej właścicielki posiadłości w Radoniach, przytoczymy Państwu pokrótce losy tego wybitnego Polaka. Fascynacja Pani Beaty historią i przodkami, o których pięknie opowiedziała w swojej wzruszającej książce pt. „Dwór w Radoniach. Historia Janeczki„, zainspirowała nas do otwarcia specjalnie dla czytelników portalu GrodziskSportNews nowego cyklu wspomnień polskich wybitnych sportowców. „Znani(Nie)Zapomniani” to powrót do historii, pięknych, złotych kart polskiego sportu. To sentymentalna podróż w czasie i wspomnienie tych, którzy dawali nam powody do dumy, wznosząc najwyższe glorie z orzełkiem na piersiach. Wspomnienie byłych gwiazd polskiego sportu, kiedyś znanych i uwielbianych, dziś – mimo, że wielu z nich nie ma już wśród nas – nie zapomnianych przez…prawdziwych kibiców! Już niedługo na naszym portalu.

Wspomnienie o mjr. Kazimierzu Szoslandzie

Lata 1942-1944, ostatnie dwa lata swojego życia, mjr Kazimierz Szosland spędził ze swoją żoną Stefanią i synem Andrzejem w Jeżówce (obecnie Adamowizna) pod Grodziskiem Mazowieckim. Musiał się ukrywać, jako że był on postacią bardzo znaną, a ponadto wysokim oficerem Wojska Polskiego, łatwym do zidentyfikowania przez gestapo. Państwo Szoslandowie szybko poznali się i zaprzyjaźnili z Marią i Janem Chrzanowskimi, ówczesnymi właścicielami majątku w Radoniach. Ich czternastoletni syn Jędruś codziennie jeździł konno do córki pp. Chrzanowskich Janeczki, by razem z nią uczyć się na tzw. tajnych kompletach, jako że nauka w czasie okupacji była zabroniona. Wszystkie święta kościelne, urodziny i imieniny obchodzili odtąd wspólnie, odpoczywali rozgrywając mecze tenisowe i chodząc na długie spacery, ale przede wszystkim uwielbiali jeździć konno. Kazimierz Szosland był bowiem jednym z czołowych jeźdźców okresu międzywojennego, dwukrotnym olimpijczykiem, zdobywcą srebrnego medalu w skokach w Amsterdamie w 1928 roku. Był rekordzistą pod względem startów w konkursach o Puchar Narodów (23 starty), w których odniósł 9 zwycięstw. Był znakomitym instruktorem jazdy konnej i kierownikiem Grupy Sportu Konnego Wojska Polskiego. Jako jej kierownik otrzymał rozkaz, by przed wkroczeniem wojsk niemieckich ewakuować ze stadniny w Grudziądzu najlepsze konie. Pod Garwolinem, podczas bombardowania przez Luftwaffe, na oczach majora zginęła większość koni, co było dla tego sportowca wielkim dramatem. Był również żołnierzem AK, skarbnikiem Obwodu Bażant, (wg książki Marka Cabanowskiego Grodziszczanie I) i prawdopodobnie do jego zadań należało także zaopatrywanie w żywność i w konie oddziałów partyzanckich działających w okolicach Grodziska. Został zamordowany na oczach żony i syna w drzwiach swojego domu w Jeżówce, strzałem w głowę, w nocy z 18 na 19 kwietnia 1944 roku przez niezidentyfikowanych do tej pory sprawców.

35. Z Szoslandami 032

W 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej, w październiku 2009 roku, na starym cmentarzu grodziskim, gdzie mjr Kazimierz Szosland jest pochowany, została odsłonięta pamiątkowa tablica „za ofiarę życia w obronie Ojczyzny”, ufundowana przez Polski Związek Jeździecki. Od tej pory, co roku w okolicach 19 kwietnia, w każdą kolejną rocznicę śmierci mjr. Szoslanda, w kościele św. Anny w Grodzisku ma miejsce msza święta uświetniona obecnością ułanów, a następnie uroczyste złożenie kwiatów na jego grobie.

IMG_7755

W tym roku w czasie mszy zostało odczytane wzruszające wspomnienie jego syna Andrzeja o Ojcu. Oto jego fragment:

[…]Najlepiej pamiętam czasy sprzed II wojny światowej, czyli Grudziądz, Warszawę i Sokolniki – nasz majątek w pow. wołyńskim – gdzie spędziłem parę lat, a potem spędzałem wakacje. Ojciec bardzo kochał Sokolniki i marzył, że jak będzie już w stanie spoczynku – tak nazywa się wojskowa emerytura – to osiądzie tam i zajmie się prowadzeniem majątku i hodowlą koni. Niestety Bóg chciał inaczej… Kiedy Ojciec przyjeżdżał do Sokolnik, spędzaliśmy czas na jeździe konnej i polowaniach, w których udział brały również psy – a tych było zawsze kilka.  Pamiętam jak sadzał mnie przed sobą w siodle, wożąc po okolicy. Z czasem kupił mi osiołka, potem hucułkę. Bardzo lubiłem patrzeć, jak sam jeździł, bo robił to naprawdę świetnie. Ojciec i konie to była jedność.

Często towarzyszyłem  Ojcu w konkursach hippicznych. Kiedyś poszedłem z Ojcem oglądać parkur i był tam gen. Juliusz Rommel. Ojciec powiedział do mnie : „Zamelduj się Panu Generałowi”.  Ja, niewiele myśląc, stanąłem na baczność i wyrecytowałem formułkę: „Ułan Szosland melduje się posłusznie Panu Generałowi”. Generał spojrzał na mnie i spytał: „Dlaczego nie salutujesz”? „Bo jestem po cywilnemu” – odparłem.  Generał więcej uwag nie miał, a ta historyjka była potem często przez Ojca opowiadana[…]

W 2013 roku, na zaproszenie obecnej właścicielki dworu, p. Andrzej Szosland pierwszy raz po kilkudziesięciu latach nieobecności odwiedził Radonie. Stamtąd pojechał na cmentarz grodziski, gdzie długo stał w zamyśleniu nad grobem swojego ojca, a później nad grobem Janeczki, swojej przyjaciółki z dzieciństwa, która po krótkiej chorobie zmarła w październiku 1944 roku.

IMG_0668 IMG_6342

Wszystkich tych z Państwa, którzy chcą dowiedzieć się więcej na temat przedwojennych losów mieszkańców dworu radońskiego i ich przyjaźni z pp. Szoslandami zachęcamy gorąco do lektury książki autorstwa p. Beaty Korzeniowskiej-Matraszek pt. „Dwór w Radoniach. Historia Janeczki”. Książka jest jeszcze do nabycia w dworze (kontakt poprzez stronę www.radoniedwor.pl), lub można ją wypożyczyć w bibliotece gminnej Centrum Kultury w Grodzisku.

dwór-w-radoniach-historia-Janeczki

 

 

Tekst/foto: Beata Korzeniowskiej-Matraszek 

komentarz: Mariusz Pilis

PS. Jak zwykle zapraszamy Państwa do dyskusji, wspomnień i komentarzy. Czekamy na Państwa głosy.

6.3

Ocena artykułu

Polecane

Pokaż komentarze

  1. bogumilatrojanczyk

    Maj 19, 2017 at 11:07 am

    Przeczytalam ksiazke pani Beaty Korzeniowskiej i bardzo sie wzruszylam ,nie moglam przestac myslec o Janeczce .Pobieglam na cmentarz i odnalazlam jej grob .Od tamtej pory kiedy tylko jestem na cmentarzu zawsze ja odwiedzam ,posprzatalam i nasadzilam beatki.Mysle ze nikt nie bedzie mial mi tego za zle.Historia jest bardzo smutna , jak musiala cierpiec mama Janezcki nie mogac odwiedzac jej grobu.Wiec dopoki bede zyla to zawsze pojde na jej grob.Jestem mieszkanka Musul moja babcia kupila ziemie od pana Lazniewskiego .Janeczka byla na mojej wsi nie raz .Rodzina jej mieszka daleko moze to przypadek ze znalazlam ta ksiazke 18 kwietnia a moze nie.

  2. W. Ruśkiewicz

    Grudzień 30, 2017 at 12:11 pm

    W artykule wkradł się mały błąd, majątek Sokolniki znajduje się w powiecie wieluńskim, a nie wołyńskim, w połowie drogi między Wieluniem a Wieruszowem. Zaraz po wojnie, ( 45-46 ? ) Andrzej przyjeżdżał na motocyklu do gimnazjum w Lututowie, gdzie wówczas i ja uczęszczałem. Po odebraniu majątku przez ówczesne władze, dworek zamieniono na świetlicę gminną. Obecnie jest tam hotel i restauracja, ale nie wiem kto jest właścicielem.

Dodaj komentarz

Imię*