Petrykozy: co pozostało po Wojciechu Siemionie w 7 rocznicę śmierci?

Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Wspaniałe wystawy prac takich twórców jak Zdzisław Beksiński, Jerzy Duda-Gracz, Leon Tarasewicz, Edward Dwurnik, Jan Dobkowski czy artystów ludowych pokroju Leona Kudły, Szczepana Muchy, Heleny Szczypawki-Ptaszyńskiej i Karola „Heródka” Wójciaka były wizytówką tego miejsca. Dwór w Petrykozach i prywatne muzeum jego właściciela śp. Wojciecha Siemiona – bo o nim mowa – było centrum kulturalnym i artystycznym okolic Mszczonowa. […]

Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Wspaniałe wystawy prac takich twórców jak Zdzisław Beksiński, Jerzy Duda-Gracz, Leon Tarasewicz, Edward Dwurnik, Jan Dobkowski czy artystów ludowych pokroju Leona Kudły, Szczepana Muchy, Heleny Szczypawki-Ptaszyńskiej i Karola „Heródka” Wójciaka były wizytówką tego miejsca. Dwór w Petrykozach i prywatne muzeum jego właściciela śp. Wojciecha Siemiona – bo o nim mowa – było centrum kulturalnym i artystycznym okolic Mszczonowa. W siódmą rocznicę tragicznej śmierci naszego wybitnego aktora, społecznika, wykładowcy akademickiego oraz mecenasa kultury i sztuki ludowej postanowiłem odwiedzić z aparatem Petrykozy, aby sprawdzić jak dziś wygląda to miejsce. Turystyczna perła na mapie naszego regionu.

Po śmierci Wojciecha Siemiona w dniu 24 kwietnia 2010 roku, muzeum nadal prowadził syn aktora ze swoją żona. Było tak przez trzy lata, kiedy to w dniu 4 marca 2013 roku dworek strawił pożar. Część zbiorów spłonęła, niektóre jednak udało się uratować, podobno są zgromadzone w Pałacu w Radziejowicach i innych miejscach, gdzie nie wiem dokładnie. Dziś cała posiadłość podupada, niszczeje i zarasta.

Na teren dworku nie wszedłem, zamknięta brama i świadomość, że to prywatna własność, nie pozwalała przekroczyć granicy przyzwoitości. Może kiedyś dostanę zgodę od właścicieli i obejrzę to miejsce z bliska, nie ukrywam, że tego chce.

Teren skansenu jest za to dostępny, można wejść i zobaczyć z bliska dorobek Siemiona. Całość, czyli skansen z dworem zajmował powierzchnię 10 hektarów, od razu więc uderza przestrzeń, zieleń i cisza. Tylko śpiewające ptaki przerywają błogi spokój. Wchodząc na teren skansenu przenosimy się w czasie, cofamy w historii i mamy poczucie powrotu do korzeni. Wszystko to za sprawą „eksponatów” na które składają się: chałupa z 1830 roku pochodząca spod Krosna, wiatraki tzw. koźlaki pochodzące z Chudolipia i Zimnicy, także powstałe ok. 1830 roku, karczma ze Skuł oraz warsztat kowalski z początku XIX wieku.

Niestety to co spotkałem, wywołało we mnie żal, smutek i ból. Wspaniały dorobek wybitnego Polska, zgromadzony przez lata zbiór dzieł kultury i rzemiosła ludowego, odchodzi w zapomnienie. Pozostawione same sobie niszczeją, podupadają i straszą. Z pięknych XIX wiecznych wiatraków odpadają skrzydła, które niczym powalone na ziemię zarastają trawą. Odpadają też deski z poszycia, niektóre ze starości, inne prawdopodobnie dzięki ciekawskim turystom, którzy chcą zajrzeć do środka aby obejrzeć oś i mechanizm napędzający. Nie lepiej wygląda też karczma, walące się poszycie dachowe, pootwierane na oścież drzwi i okiennice straszą widokiem nieładu splądrowanych pomieszczeń. Pod ścianą rzeźby z drewna, stare meble, gdzie nie gdzie przez okno można dostrzec pozostawiony „relikt z przeszłości”, czy to mebel, czy książkę. I tylko butelki po napojach chłodzących przypominają nam o „zderzeniu cywilizacji”. Przerażający widok, niczym „dom zły” ukazał się w szpitalu dla ubogich. Niszczejące poszycie, walące się stropy, powybijane i gnijące podłogi stanowią przykry i przerażający widok. Meble i urządzenia niszczeją oplatane sieciami pajęczyn i liśćmi, nawiewanymi przez otwarte okiennice, drzwi i dziury w dachu. Pleśń, wilgoć i zgnilizna. Pośród tego książki, nie wiem, ważne czy mniej ważne, ale książki, zakurzone, zaniedbane i pozostawione na pastwę losu. Może to oznaka naszych czasów: ignorancja, brak szacunku, kultury oraz wszechobecna nijakość wraz ze świadomością wydumanej wartości i dumy, która nie ma oparcia w edukacji, kulturze i wartościach. Najbardziej przerażający widok wydobywa się z kuźni, a szczególnie rozbity w gruz piec kowalski, którego kafle walają się po ziemi. Opłakany jest widok gnijącego miecha, który zarazem zachwyca swoim imponującym rozmiarem. W kuźni wali i sypie się wszystko: dach, okiennice, stół kowalski. Przerażają porozwalane w nieładzie i niszczejące urządzenia i wyposażenie starego warsztatu. Nie lepiej wygląda kamienny krąg, gdzie na głazach pozostały resztki pięknych rzeźb. Park i stawy zarośnięte, niedługo zapomną o swoim istnieniu.

Skansen w Petrykozach opuściłem z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony radość, że odwiedziłem to miejsce, z drugiej smutek po tym, co tam zastałem. Dobrze wiem, co znaczy pasja, zainteresowanie i praca dla innych, dlatego myślę, że równie dobrze rozumiem zamiary, potrzeby i dążenia śp. Wojciecha Siemiona, który żmudnie gromadził przez swoje całe życie dla potomnych dorobek naszych przodków.

Przykre jest to, że nie ma w naszym regionie – często szczycącym się wynikami ekonomicznymi i poziomem zarządzania na tle ogólnopolskim – ludzi, organizacji i urzędów, dla których uratowanie, zebranie i udostępnienie mieszkańcom dorobku Siemiona, byłoby wartością samą w sobie. Nie wiem, może nie mam wiedzy, może ktoś próbował odtworzyć, uratować i pozbierać ponownie w całość ten wspaniały dorobek, świadczący o naszej kulturze, sztuce i tradycji. A może mi się tylko wydaje, że to dla nas jest ważne, szczególnie w czasach, gdy już mało co jest ważne.

Tak jakbyśmy udawali, że nie obchodzi nas skąd jesteśmy…

Jeżeli ktoś z czytelników chciałby poruszyć temat skansenu w Petrykozach oraz dorobku śp. Wojciecha Siemiona, to bardzo proszę o kontakt mailowy: kontakt@grodzisksportnews.pl.

Tekst/foto: Mariusz Pilis

7.8

Ocena artykułu

Polecane

Pokaż komentarze

  1. Roma

    Maj 3, 2017 at 2:50 pm

    To teren prywatny i żadne stowarzyszenie czy organizacja bez woli właściciela nie mają prawa, ani możliwości niczego zrobić.

  2. Paweł

    Maj 4, 2017 at 10:56 am

    Też tam byłem niedawno i strasznie mnie zasmucił widok. Pamiętam czasy świetności tego miejsca i gościnność śp. Wojciecha Siemiona. Poza artystami bywalismy tam jako harcerze na biwakach rajdach i prywatnie.

  3. Sylwin

    Maj 4, 2017 at 1:31 pm

    Pomnik sobie budowałem
    Całe życie w to wkładałem
    Kiedy się skończyła droga
    W sobie samym miałem wroga

    Bóg mym dziełom się przygląda
    Wsparcie swe śle mi spod ronda
    Swojej łaski kapelusza
    Ludzi jednak to nie rusza

    Pożar strawił życia trud
    Został jeno zgliszczy brud
    Tylko dusza moja kona
    Szukam Abrahama łona

    Życie całe swe przejrzałem
    Wiele błędów w nim ujrzałem
    Boże wesprzyj w mej rozpaczy
    Ty wybaczasz człek nie raczy

    Chodziłem ja po omacku
    Po tym świecie jak po placku
    Świecił świat świecidełkami
    Teatralnymi pozami

    Światła rampy już pogasły
    Kurtyny o ziemię prasły
    Szukam widzów między tymi
    Tak jak ja zagubionymi

    Wszystkie wasze ziemskie sprawy
    Pokryje też warstwa trawy
    Każdy się odnajdzie w ziemi
    Wśród win swoich między swemi

  4. Mikołaj Prawnik

    Czerwiec 7, 2017 at 2:44 pm

    oczywiście, to smutne że tak wyjątkowe miejsce popada w ruinę ale autor swoimi zdjęciami i opisem potwierdził naruszenie prywatnej własności , nie przez przypadek ale z pełną świadomością bez zaproszenia i zgody właścicieli wtargnął na prywatny teren. Teren nie musi być ogrodzony a drzwi nie muszą być zamknięte …. ludzie trochę kultury i szacunku dla innych !!!

Dodaj komentarz

Imię*