Iwona Szumacher. Góry i maratony to jej żywioł!

Iwona Szumacher mieszka w Jaktorowie. Pracuje na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest członkinią Klubu Podróży Jarema.  Zwiedziła wiele krajów na kilku kontynentach, poznała góry w różnych częściach świata – m.in. góry Alaski (Ameryka Płn.), Pamir (Azja), Masyw Kilimandżaro (Afryka). Uczestniczyła w kilku wyprawach w Andy, m.in. w wyprawach „Polskie Andy” i „Puna de Atacama. 7 x 6000 m”, które miały za cel uczczenie i powtórzenie […]

Iwona Szumacher mieszka w Jaktorowie. Pracuje na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest członkinią Klubu Podróży Jarema.  Zwiedziła wiele krajów na kilku kontynentach, poznała góry w różnych częściach świata – m.in. góry Alaski (Ameryka Płn.), Pamir (Azja), Masyw Kilimandżaro (Afryka). Uczestniczyła w kilku wyprawach w Andy, m.in. w wyprawach „Polskie Andy” i „Puna de Atacama. 7 x 6000 m”, które miały za cel uczczenie i powtórzenie dokonań polskich andynistów, eksplorujących te góry pioniersko w latach trzydziestych XX wieku. Wyprawy te zakładały powtórne wejście na szczyty zdobyte po raz pierwszy przez Polaków oraz inne sześciotysięczniki. W trakcie tych wypraw Iwona weszła na Aconcaguę (6960 m n.p.m.), Pissis (6795 m n.p.m.), Mercedario (6700 m n.p.m.), Walther Penck’a/Cerro Cazadero (6659 m n.p.m.), Medusę (6120 m n.p.m.). Mimo podjętej próby nie udało się jej wejść na szczyt Ojos del Salado, Bonete i Ramady. O wyprawach tych Iwona opowiadała w ramach spotkań „Z biblioteką poznajemy świat” organizowanych przez Bibliotekę Publiczną w Jaktorowie. Jej ciekawa narracja i anegdoty wciągnęły nawet najmłodszych słuchaczy, a dzięki pięknym fotografiom mogliśmy prawie na własne oczy zobaczyć niezwykłą urodę Andów, szczególnie ich mało znanego regionu – Puny de Atacama. O pionierskiej wyprawie Polaków w Andy można przeczytać m. in. w książce jednego z jej uczestników – Andrzeja Ostrowskiego “Wyżej niż kondory” oraz w książkach uczestnika współczesnych wypraw, Wojciecha Lewandowskiego:  “Zamknij oczy i pomyśl o Andach”, “Wyżej niż kondory. 70 lat później” i “Najdziwniejsze góry świata. Puna de Atacama”.
Wróćmy jednak do Iwony Szumacher, która jest również biegaczką, i to odnoszącą sukcesy. Jej przygoda z bieganiem zaczęła się w 2006 r., jako element przygotowań do wyprawy na najwyższą górę Ameryki Południowej – Aconcaguę (6960 m). Wejście na taką wysokość wymaga nie lada kondycji, bieganie było więc doskonałym treningiem. Potem pojawiły się kolejne plany górskie, więc bieganie stało się nieodłączną formą spędzania wolnego czasu Iwony. A skoro się biega, naturalną konsekwencją są starty w zawodach m. in. w Półmaratonie i Maratonie Warszawskim. Iwona miała też szczęście dwukrotnie biec drużynowo w 12-godzinnym Podziemnym Biegu Sztafetowym w Kopalni Soli Bochnia. Trasa biegu prowadzi zabytkowymi wyrobiskami bocheńskiej kopalni soli 212 metrów pod ziemią. Długość jednej pętli wynosi 2420 m. Wygrywa drużyna, która przebiegnie najwięcej kilometrów. Jej drużyna – „Polskie Andy” – za drugim razem zajęła 39 miejsce na 59 startujących drużyn. Ostatnimi osiągnięciami Iwony są: III miejsce w Mistrzostwach Świata Geografów w Milanówku, w ramach biegu STO-nogi oraz 3h50min. w Orlen Warsaw Marathon w Warszawie.
Porozmawiajmy więc o bieganiu.Iwono, czy wolisz bieganie samotne, czy bardziej w grupie, np. w biegach ulicznych?
Na co dzień biegam sama. Zaletą takiego biegania jest utrzymywanie swojego tempa, możliwość całkowitego wyciszenia i „zebrania myśli”. Ale biegi zorganizowane też mają zalety – spotkanie ze znajomymi, element rywalizacji, niepowtarzalna atmosfera – dla tych wrażeń warto spróbować startów w zawodach.Jeśli chodzi o biegi zorganizowane, zawody – wolisz duże, masowe biegi na kilka – kilkanaście tysięcy uczestników, czy raczej te lokalne, bardziej kameralne, gdzie startuje stu, maksymalnie kilkuset biegaczy?
Tu również są zalety i małych, i dużych biegów. Lokalne, nieduże biegi mają kameralną, sympatyczną atmosferę, oprawę i „obsługę” jakiej nie spotka się na ogromnych, masowych biegach, jak choćby nocleg dla przyjezdnych zawodników zorganizowany w namiotach. Wymienię tu np.  Jurajski Półmaraton, czy też wspomniany już bieg STO-nogi w Milanówku.

A gdzie częściej można Cię spotkać – na biegach lokalnych, w najbliższej okolicy, czy wolisz wypuszczać się gdzieś dalej?
Prawdę mówiąc, trochę z lenistwa wybieram nieodległe lokalizacje, gdzie nie trzeba daleko dojechać, pakować się, zadbać o nocleg. Ale jeśli w grę wchodzi bieg z przyjaciółmi z gór i do tego ciekawa organizacja czy formuła biegu, to oczywiście pakuję się i jadę.

Co uważasz za swój największy dotychczasowy sukces biegowy?
Dokończenie każdego biegu, szczególnie czterech maratonów, w którym startowałam . Ale przyznam, że miło było przebiec Półmaraton Warszawski w 1h45min06sek., Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego w 1:48:04 oraz Warsaw Orlen Marathon w 03:50:33.

A który bieg wspominasz z największym sentymentem, który dał Ci najwięcej przyjemności i satysfakcji?
Wspomniane już wyżej bieg sztafetowy w Bochni oraz Półmaraton Żywiecki. Ten ostatni zwłaszcza ze względu na to, że poza aspektem czysto sportowym, przyjemnie było przede wszystkim spotkać przyjaciół z gór i wspólnie pobiec. Półmaraton był okazją do spotkania z naszą grupą z „Puna de Atacama”.

Jako mieszkanka Jaktorowa – jakie masz ulubione ścieżki biegowe? Czy biegasz spontanicznie, “gdzie nogi poniosą”, czy też planujesz trasę przed każdym treningiem?
Owszem, mam swoje ulubione trasy. Staram się biegać co drugi dzień, rano przed pracą, a w niedzielę robić dłuższe wybiegania. Lubię szczególnie trasy do Czarnego Lasu oraz do Kuklówki i pętlą z powrotem.

Jak radzisz sobie z niebezpieczeństwami wiejskiego biegania – brak chodników, oświetlenia, biegające luźno psy? Czy czujesz się bezpiecznie?
Czuję się bezpiecznie, choć psy potrafią mnie wystraszyć i to nie te bezpańskie, bo tych nie jest wiele, ale puszczone wolno, bez opieki – czy to wybiegające z posesji, czy to spacerujące z właścicielem bez smyczy i kagańca. Właściciele mają zaufanie do swojego pupila, który „przecież nie gryzie, nie ma się czego bać” i nie widzą problemu. Niestety biegacze nie znają biegnącego psa, ani jego zamiarów i nie czują się w takiej sytuacji komfortowo. Warto o tym pamiętać wybierając się na spacer z psem. Kolejnym utrudnieniem, ale na szczęście tylko zimą, są nieodśnieżone czy oblodzone drogi i chodniki, co też ogranicza dostępność tras biegowych. Generalnie, bardzo lubię biegać po Jaktorowie i okolicach.

Czy swoje bieganie wspierasz innymi treningami? Może pływanie, siłownia, pilates?
Bieganie traktuję absolutnie rekreacyjnie, biegam dla kondycji, zdrowia i przyjemności. Nie mam planów treningowych, nie trenuję pod kątem poprawienia osiągnięć biegowych, nie mam specjalnego zegarka do biegania, pulsometru, ani innych podobnych gadżetów. Natomiast, też dla przyjemności, chodzę na fitness – sympatyczna Prowadząca i zajęcia w miłej atmosferze zachęcają do takiej formy aktywności.

Jakie plany na najbliższe starty?
Na razie wszystko, co było w planach, mam „wybiegane”, nie mam żadnych konkretnych planów na najbliższą przyszłość.

A jakieś plany na górskie wyprawy? Czy może jakieś ciekawe miejsca do odwiedzenia?
Mam nadzieję, że znów pojadę w Andy.

W takim razie życzę zrealizowania planów, i tych większych i tych mniejszych, dalszych sukcesów w bieganiu i górskich wspinaczkach. Do zobaczenia na biegowych ścieżkach i liczymy na zaproszenie na kolejną ciekawą relację z wyprawy. Dziękuję i pozdrawiam w imieniu swoim i czytelników naszego serwisu.

Rozmawiała: Magdalena Budzaj

43751-PJZ14-728-21-000101-pjz14_02_frd_20140330_105907

9.5

Ocena artykułu

Polecane

Pokaż komentarze

  1. I.

    Wrzesień 3, 2015 at 9:17 am

    Bardzo ciekawy wywiad 🙂

Dodaj komentarz

Imię*